Problemy z odchudzaniem.


Kilka miesięcy temu zaczęłam chodzić na siłownie. Zaczęło się niewinnie, trzy razy w tygodniu godzina na aerobach. Po miesiącu takiego testu, doszłam do wniosku, że znajdę czas i chęci, aby chodzić regularnie. Postanowiłam przejść na wyższy poziom i dorzucić trening siłowy. I tutaj zaczęły się schody. Nie jestem szczupłą osobą i kiedy tylko trener mnie zobaczył od razu powiedział straszne słowo na d., czyli dieta. Zaczęły się schody, bo jak tu przekonać kogoś do zrzucenia wagi, kto na samą aluzję o diecie daje dyla. Skąd u mnie taka niechęć do idei odchudzania i diety jako takiej?

  1. Skojarzenia z terminem odchudzanie/dieta.

Kiedy byłam dzieckiem, kobiety w moim otoczeniu nagminnie się odchudzały. Nie jadły tego, tamtego, tutaj musiały policzyć kalorię, tam odmówiły sobie ciastka, aby zmieścić się w sukienkę sprzed 10 lat. Nie rozumiałam tego, nie rozumiem do tej pory. Zapamiętałam jednak efekty tych wszystkich zabiegów, a były one tragiczne. Nawet jeżeli na ślub, imprezę rodzinną udało się zgubić 5-10 kilogramów to za rok wracały ze zdwojoną siłą. I tak zabawa zaczynała się od nowa. Za każdym razem z tym samym skutkiem. To wyrobiło we mnie dość przekonanie, że odchudzanie wiąże się z:

  1. Podejmowaniem próby, która już na początku jest skazana na porażkę, kiedy wyznaczamy sobie cel w kilogramach;
  2. Oświadczeniem całemu światu, a przede wszystkim najbliższemu otoczeniu, że nie akceptujemy swojego ciała, ani siebie jako takiej. Szukamy defektów i je znajdujemy.

Oczywiście tego typu oświadczenie ma nas zmobilizować do większej walki ze sobą, ale co jeśli:

  1. Nie doprowadzimy sprawy do końca i po zrzuceniu kilku kilogramów znów przytyjemy. Czy wtedy wyślemy naszemu otoczeniu sygnał, że nie umiemy poradzić sobie nawet z tak podstawowymi rzeczami jak jedzenie w określonych porach i porcjach? To jak radzimy sobie z resztą życia?
  2. Nie damy zwyczajnie rady, bo dieta dietą, ale jak się wychodzi do restauracji ze znajomymi to nie wypada wyciągać plastikowego pojemnika i zarzucać tekstem, że ty swoją porcję przygotowałaś w domu. Nie od dziś wiadomo, że wspólne jedzenie łączy i cementuje przyjaźnie, więc nie należy takich momentów psuć opowieściami, czego w tym tygodniu jeść nie możesz. No chyba, że przyjaciele też są na diecie.
  3. Przerwiemy dietę z powodów zdrowotnych i będziemy musieli wszystkim tłumaczyć, jak nieodpowiedzialnie postępowaliśmy sami ze sobą.
  4. Przerwiemy dietę, ale będzie nam wstyd się przyznać przed znajomymi, więc będziemy ukrywać ten fakt, a wieczorami zajadać dodatkowy stres i wymyślać wymówki, dlaczego dieta nie działa.
  1. Wyznaczanie nowego celu, aby zgubić zbędne kilogramy.

Skoro wszystko co związane z odchudzaniem budzi we mnie tak negatywne skojarzenia doszłam do wniosku, że znajdę inny cel, aby zgubić zbędne kilogramy i nie myśleć o dietach. Przy okazji treningu personalnego na siłowni zostałam poddana pomiarowi masy składu ciała. W wyniku czego dowiedziałam się, że moje ciało uważa, że za kilka lat przejdę na emeryturę. Oczywiście można zmienić to postrzeganie, im bardziej człowiek wysportowany, tym ciało uważa się za młodsze.

Tutaj zapaliło się światełko, nie muszę myśleć o odchudzaniu będę gubiła wiek metaboliczny, aby moje ciało uważało, że znowu ma dwadzieścia lat. W tym celu przede wszystkim powinnam zaprosić aktywność fizyczną do swojego życia i sprawić, aby się rozgościła.

  1. Dobranie aktywności fizycznej do cech charakteru.

Z natury jestem flegmatyczką, dlatego bieganie za piłką do koszykówki, chociaż uwielbiam ten sport nie jest dla mnie. Wszelkiego rodzaju pozostałe gry zespołowe zresztą też. Najlepiej się czuję, kiedy to co robię zależy tylko ode mnie i nie muszę się uzależniać od koleżanki i jej grafiku, abyśmy razem poszły zagrać w tenisa. Dlatego naturalnym wyborem była siłownia. Co prawda z tym też się wiązało parę zastrzeżeń:

  1. Siłownia mnie nudzi – fakt powtarzanie cały czas tych samych ćwiczeń może zniechęcić, dlatego warto zmieniać trening, co jakiś czas np. raz w miesiącu. Możemy też zapisać się do jakiejś klubu i wtedy wraz z karnetem będziemy mieli dostęp zarówno do siłowni, jak i zajęć fitness, więc jak nam się znudzi podnoszenie ciężarów możemy poskakać przy zumbie lub spróbować zajęć z jogi.
  2. Nie idę na siłownie, bo tam ćwiczą tylko wysportowane osoby – może tak się zdarzyć, chociaż nie musi, a jak kiedyś stwierdziła jedna osoba, nie ważne od jakiej sylwetki zaczynasz, ważne na jakiej skończysz
  3. Wszyscy się na mnie patrzą – jasne, bo osoby, które uczęszczają na siłownie nie mają co robić tylko czekać aż przyjdziemy i obserwować każdy nasz ruch; a może ćwiczymy z bandą narcyzów, którzy są skoncentrowani tylko na sobie, a cała obserwacja odbywa się w naszej głowie? Znam parę osób, które nie chodzą na basen, bo przecież nie pokażą się w kostiumie kąpielowym, gdyż na pewno wszyscy przestaną pływać i będą się na nich patrzyli, jak tylko wyjdą z szatni.

No dobrze, ale dzisiaj pada i nie mam ochoty wychodzić z domu. Nic nie szkodzi możemy przecież poćwiczyć w domu.

  1. Zapuszczając płytę DVD z ćwiczeniami na telewizorze, albo puszczając filmik z YouTuba
  2. Jeżeli mamy konsolę (Xbox, Nintendo, ps4) zakupić grę, która poprzez zabawę zmuszałaby nas do ruchu albo program treningowy typu Your Shape Fitness.

Tylko czy to działa? Podejrzewam, że tak. Pod warunkiem, że jesteśmy systematyczni i konsekwentni. Osobiście wolę jednak trening na siłowni.

  1. Odchudzanie jako proces.

Tyłam latami, nie oszukuję się, podejmowałam codziennie mnóstwo decyzji, które powodowały, że bilans kaloryczny na koniec dnia przemawia za przyrostem tkanki tłuszczowej niż jej ubytkiem. Tak samo będzie z procesem odchudzania, bo to jest proces. Trzeba zacząć od zmienienia nawyków po kolei. Jeżeli przyzwyczaimy się do codziennych treningów (a zmienienie sposobu myślenia, aby regularnie odwiedzać siłownie stało się dla nas czymś naturalnym może zająć kilka miesięcy), czas pomyśleć o zmianie nawyków żywieniowych: tego co jemy i kiedy jemy. Na początek wyeliminowałam napoje gazowane z diety.

Tylko, czy ja naprawdę chcę się odchudzać? Wiem, kanony piękna jakie obowiązują w telewizji promują szczupłe osoby. Jednak chyba nie o to chodzi, aby zgubić wagę. Tak poważnie zazdroszczę tym wszystkim wysportowanym osobą sprawności fizycznej, tego że mogą wejść po schodach nie łapiąc zadyszki. Nie pociąga mnie wizja chudej osoby, która nie jest w stanie podbiec do autobusu. Pociąga mnie kondycja, wytrzymałość, a nie zero tkanki tłuszczowej w okolicach ud i brzucha.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s