Dlaczego wciąż popełniamy te same błędy? [„Twój psychologiczny autoportret” John M. Oldham, Lois B. Morris]

Moja ocena – 100%twoj-psychologiczny-autoportret-b-iext2709723

Lubimy słuchać na swój temat. Czytać o tym jacy jesteśmy i jacy moglibyśmy być gdybyśmy tylko chcieli . Z tego też powodu niesłabnące zainteresowanie cieszą się horoskopy, numerologia czy choćby portale społecznościowe, gdzie każdy może stworzyć siebie takiego jakim chciałby być.

Książka „Twój psychologiczny autoportret. Dlaczego czujesz, kochasz, myślisz, postępujesz właśnie tak” John M. Oldham, Lois B. Morris opisuje 14 typów osobowości, na jakie się składają ludzkie charaktery. Każdy typ osobowości jest opisany w sześciu sferach: ja, związki, praca, emocje, samokontrola i rzeczywistość. Każdemu typowi osobowości poświęcony jest osobny rozdział. W skład tego rozdziału wchodzi opis ogólnych cech charakterystycznych dla danej osoby i sfer życia na przykładzie wymyślonej osoby, na końcu rozdziału znajdują się porady jak postępować z danym typem osoby oraz ćwiczenia jak dana osoba mogłaby wzmocnić mocne strony. Po opisie osoby w jej zdrowym trybie, można znaleźć informację, jak taka osoba funkcjonuje w momencie, kiedy jeden z typów osobowości zaczyna funkcjonować skrajnie. Aby dowiedzieć się jakim typem jesteś należy rozwiązać test zamieszczony na początku książki.

Rozwiązałam test i wyszedł mi typ osobowości, z którym się totalnie nie zgadzam, którego nie akceptuję i którego sobie nie życzę, aby wychodził w tego typu testach. Jednak po przeczytaniu rozdziału „o sobie” musiałam przyznać, że ten łosiek opisany w książce to niestety ja, może nie aż tak skrajnie, ale z bólem przed samą sobą musiałam przyznać, że dużo w tym racji. Zaczęłam się zastanawiać nad wydarzeniami ze swojego życia w ciągu ostatniego roku przez pryzmat nowo zdobytej wiedzy. I znowu, choć niechętnie musiałam przyznać rację, mój profil osobowości został dobrany poprawnie. I choć niczego to nie zmienia, to następnym razem podejmując jakąś decyzję będę już wiedziała, z jakich powodów robię to co robię i zadam sobie pytanie, czy to jest na pewno to co chcę zrobić. A jeżeli będę miała jakiekolwiek wątpliwości, pójdę inną drogą, choćby po to aby przełamać wzorzec własnego postępowania.

Reklamy
Opublikowano Poradniki | Otagowano | Dodaj komentarz

„Czego pragną kobiety” Daniel Bergner [recenzja]

czego-pragna-kobiety-o-kobiecym-pozadaniu-w-przelomowych-badaniach-seksuologow-b-iext28253716Moja ocena – 90%

Jednym z moich ulubionych filmów jest „Czego pragną kobiety” z Melem Gibsonem i Helen Hunt. Najbardziej podobała mi się scena, kiedy Mel wyznaje w pubie Helen jakie to szczęście, że spotkał kobietę, która mówi co myśli. Trafiając na książkę „Czego pragną kobiety?” Daniela Bergnera zastanawiałam się, czy choć trochę uzyskamy odpowiedź na pytanie, czego chcą kobiety.

Jako kobieta jestem żywo zainteresowana, co też nauka ma do powiedzenia w kwestii postrzegania różnych rzeczy przez nas. Bo a nuż wpadnie na jakąś głupotę, a mężczyźni przekonani „licznymi” badaniami dojdą do wniosku, że właśnie tak od dzisiaj należy z kobietami postępować. Książka Bergnera koncentruje się tylko na jednym aspekcie pragnień kobiet, a mianowicie ich seksualności.

Początkowo sądziłam, że jest to książka opisująca badania Daniela Bergnera na temat kobiecego pożądania. Myliłam się. Książka opisuje ostatnie badania jakie miały miejsce w tej tematyce, okraszone wypowiedziami kobiet zarówno badaczek jak i badanych. W książce znalazło się również miejsce, na postrzeganie przez świadek akademicki badań związanych z kobiecą seksualnością.

Przedstawione badania w książce, koncentrują się na postrzeganiu pragnień kobiet, tego jak są one odbierane przez same kobiety oraz jak ich pragnienia postrzegane są przez społeczeństwo. Nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że postrzeganie tego aspektu jest inne w przypadku społecznym i indywidualnym. Zaskoczyło mnie natomiast, jak bardzo kultura i normy społeczne mogą być zakorzenione w psychice kobiet, do tego stopnia, że ignorują sygnały wysyłane przez własne ciało. Jednym z ciekawszych badań jakie były opisane w książce dotyczyły wyboru partnera i ich ilości na tzw. szybkich randkach. Wystarczyło, że organizatorzy zamienili role, aby to kobiety musiały przesiadać się od partnera do partnera, aby zamieniły się również postrzeganie ról społecznych.

Niektórzy mogą odebrać książkę Bergnera jako jeszcze jedną próbę ataku na świętą instytucją małżeństwa poprzez pokazanie kobietą, że mogą mieć inne pragnienia niż sypiać tylko z jednym facetem przez całe życie. Nie taki jest zamysł tej publikacji. Powstała ona, aby zapoznać szersze grono z wynikami badań które powinny być ciekawe dla obu stron. Jednak po jej przeczytaniu mam wrażenie, że jest to temat niewygodny zarówno dla mężczyzn, którzy chcieli by żyć w przekonaniu, że kobiety genetycznie mają zakodowane, związać się tylko z jednym partnerem. Jak i dla kobiet, bo przecież społecznie nie jest dobrze postrzegane, jeżeli kobieta nie wykazuje zainteresowania wyjściem za mąż i uwiciem „gniazdka” dla przyszłego potomka, a jeszcze mówić o tym głośno. A przecież kobiety mogą mieć też inne pragnienia.

Tym bardziej jest to lektura warta polecenia.

Opublikowano Recenzje książek | Dodaj komentarz

Poradniki w formie audiobooków – czy warto?

Z powodu braku czasu, jaki dopadł mnie w ostatnim czasie zostałam niejako zmuszona, aby przerzucić się z książki tradycyjnej na audiobooki. I chociaż przekonywałam samą siebie, że ta forma czytania beletrystyki nie jest dla mnie to z pewnym zaskoczeniem odkryłam, że nie mam nic przeciwko, aby czytać w ten sposób poradniki. Wprawdzie to właśnie poradniki powinno się czytać w wersji papierowej, podkreślać mądre zdania i wracać do nich raz za razem, aby na pewno zapamiętać treść i zrozumieć przesłanie. A może właśnie nie? W trakcie studiów miałam przyjemność siedzieć czasami obok osoby, która wyśmiewała każdy poradnik, który nie dostarczał czytelnikowi umiejętności twardych. Jak czytałaś poradnik   o tym, jak zostać mistrzem formuł w Excelu nie było uwag, ale jak tylko wyjęłaś przewodnik z umiejętnościami miękkimi, albo o tym jak zmienić swoje życie na lepsze żartom nie było końca.

I właśnie kończąc w dniu dzisiejszym wysłuchiwanie piątego poradnika w formie audiobooka, a wszystkie z tematyki umiejętności miękkich wrócił do mnie ów kolega, którego tak bardzo cieszyły tego typu książki. Zaczęłam się zastanawiać, po co? W jakim celu słucham poradników, skoro wiadomo, że nie wyjmę notatnika w trakcie słuchania książki, kiedy zostanie wypowiedziana jakaś genialna myśl, która mogłaby odmienić moje życie. Nie zapiszę sentencji, abym mogła powiesić ją nad łóżkiem i codziennie rano przed wyjściem do pracy czytać na głos. Prawdopodobieństwo, że zapamiętam o czym jest cały poradnik też jest raczej niewielkie. W takim razie czy nie lepiej by było, abym zamiast poradników słuchała odprężającej muzyki? Zdecydowanie nie, ostatnia osoba, która przesłuchała playlistę znajdująca się na telefonie była pod wrażeniem mojej odporności psychicznej, bo ona przy takim doborze utworów już dawno wylądowałaby na antydepresantach.

I właśnie w dobrym humorze kryje się odpowiedź. Słuchając poradników typu „Pozytywny pies” Jon Gordon, czy „Wybierz siebie” James Altucher lub nawet „7 nawyków skutecznego działania” Stephen R. Covey poprawiamy sobie nastrój. Wszystkie poradniki, które przesłuchałam do tej pory mówiły o jednym i tym samym, że mamy wpływ na otaczającą rzeczywistość. To jak zinterpretujemy wydarzenia w naszym życiu zależy tylko od nas samych i nikt nie ma na to wpływu, ani nasz chłopak, ani dziewczyna, mąż, żona, mama, tata, babcia czy nawet szef.

Wsiadam rano do autobusu, metra, tramwaju, a tam tłumy ludzi, którzy się pchają, przeciskają, przeklinają, depczą i nawet nie przeproszą. Podnosi mi się ciśnienie, chciałabym warknąć, zwrócić uwagę, powiedzieć co myślę. A tutaj sączy mi się do uszu głos lektora, który opowiada, że powinnam zawsze wybierać siebie, kochać siebie, być ze sobą pogodzona, być pogodzona z całym światem, interpretować zdarzenia na swoją korzyć. Jadę do pracy, Ci ludzie też jadą do pracy, to znaczy, że jesteśmy w gronie osób, które nie muszą się martwić za co kupią jedzenie, zapłacą czynsz. Czyż to nie wspaniałe? Już mi złość trochę mija, nie będę krzyczała na tą panią co zdeptała mi buty. Jadę dalej, słucham, że wszystko zależy ode mnie, to jak inni ludzie się zachowują po części też, mogę wejść do biura z uśmiechem na ustach i w odpowiedzi ludzie też się będę uśmiechali, albo mogę wejść powiedzieć, jak nie znoszę poniedziałków i jak mnie drażnią ludzie w komunikacji miejskiej, na takie powitanie raczej nikt się nie uśmiechnie. Czy tak chcę zaczynać dzień? Jestem już w pracy. Dzwoni telefon. Pani po drugiej stronie słuchawki krzyczy na mnie, ale przecież jadąc do pracy słuchałam jak lektor mówił, abym wybierała siebie, abym kochała siebie. Mówię Pani, aby nie krzyczała. Mówię to z uśmiechem na ustach, przyjaźnie, spokojnie, bo przecież kocham siebie, więc ta krzycząca Pani po drugiej stronie telefonu nic mi nie zrobi.
I o dziwo Pani się uspakaja, przeprasza, że krzyczała i zaczyna normalnie mówić.

Myślę, o moim koledze ze studiów, o tym jak bardzo bawiło go, że ktoś czyta poradniki tego typu. Może nie były mu potrzebne, może rodzice przekazali mu, że jest sprawcą wszystkich wydarzeń w swoim życiu. Ja takiego podejścia musiałam się nauczyć. Uczę się cały czas,
a nawet jeżeli nie zapamiętuję zbyt wiele z przesłuchanych poradników to zaczynam dzień
z uśmiechem na ustach i pozytywnym nastawieniem do czekają mnie wyzwań. Może dla kogoś to niewiele, ale dla mnie wystarczająco, aby być fanką poradników i kto by pomyślał audiobooków w komunikacji miejskiej.

Opublikowano Inne, Poradniki | Otagowano , | Dodaj komentarz

recenzja „List do mojego życia” Miriam Meckel

ObrazekMoja ocena – 100%

Skończyłam czytać „List do mojego życia” Miriam Meckel. Książka bardzo refleksyjna. Mimo, że objętościowo mała (swobodnie mieściła się w kieszeni kurtki, kiedy jeździłam do pracy) dużo czasu minęło zanim przeczytałam ją do końca. Czytałam najwyżej 5-6 stron dziennie.

Nie wiem, co spowodowało takie tempo. Fakt, że właśnie mam przed sobą bardzo intymny i osobisty dziennik osoby, która opowiada o swojej chorobie. Chorobie, o której nie mówi się w towarzystwie bez uśmieszków i podtekstów „mnie to nie spotka”. Czy może świadomość, że choroba była pretekstem do przemyślenia swojego życia i próby zmierzenia się z przeszłością. A przecież nie chcemy patrzeć w przeszłość, bo jeszcze będziemy musieli powiedzieć: „jedźmy, nikt nie woła” [A. Mickiewicz „Sonety krymskie”].

Zamknęłam ostatnią stronę „Listu do mojego życia” i zaraz przypomniałam sobie, jak w Sylwestra 2011 roku obiecywałam sobie samej, że będę mniej pracowała, a więcej czasu poświęcała przyjaciołom. I właśnie mija jedenaście miesięcy 2012 roku, a ja widziałam się z nimi cztery razy. Oczywiście przychodzi mi do głowy masa usprawiedliwień, ale fakty wyglądają tak, że mija rok, a ja ich widziałam średnio, co trzy miesiące. Te cztery razy uważałam za sukces, a oni się ze mnie śmiali, że koniec świata już bliski, bo mnie widzą dwa razy w ciągu jednego półrocza. Mija rok, a moją książka telefoniczna, coraz bardziej zapełniona jest telefonami służbowymi, a coraz mniej prywatnymi. A przecież na tych prywatnych najbardziej mi zależy, to do nich tęsknię, do rozmów nad ranem, serdecznym milczeniu, smsach „trzymaj się tygrysie”, czy „wierzymy w ciebie”. I właśnie tych telefonów tak skutecznie w ciągu roku się pozbywam, nakładając na siebie coraz to nowe obowiązki.

Ksiązka Meckel w moim odczuciu właśnie o tym mówi. O powolnym zatracaniu się w pracy
i coraz częstszym gubieniu po drodze tego, co jest dla nas naprawdę ważne – bliskości drugiej osoby.

W zeszłym roku miałam w planach powysyłać na święta przyjaciołom pocztówki – takie tradycyjne, odręcznie napisane, aby wiedzieli, że zależy mi na nich, że cieszę się, że są częścią mojego życia. Oczywiście ich nie wysłałam, byłam zbyt zajęta pracą, aby pójść na pocztę. Ale przecież praca nie zastąpi bliskich dla mnie osób, co najwyżej skutecznie je ode mnie odsunie.

Opublikowano Recenzje książek | Dodaj komentarz

recenzja „Zanim dopadnie nas czas” Jennifer Egan

Moja ocena – 100%

Co się stanie jeśli zatrzymasz się na chwilę? Spojrzysz na swoje życie: pracę, związek, rodzinę i zadasz pytanie, co z tego będzie ważne za pięć, dziesięć lat? Czy walki, jakie teraz toczę przyniosą korzyści, czy pozostawią po sobie tylko zgliszcza? I co się stanie, jeśli zatrzymam się na chwilę, spojrzę w przeszłość i okaże się, że podejmowałaś złe decyzje? O takim zatrzymaniu się, jest właśnie książka „Zanim dopadnie nas czas” Jennifer Egan.

Książka zdobyła w tym rok nagrodę Pulitzera. Jak już wspominałam przy innej okazji, uważam, że w świecie literackim jest to jedna z nielicznych nagród, które zasługują na uwagę. Książki nagradzane zmuszają bowiem czytelnika do refleksji nad własnym życiem, losem, wyborami. Tak też jest tym razem.

„Zanim dopadnie nas czas” jest zbiorem opowiadań, można je przeczytać osobno, ale czytane w całości układają się w historię życia bohaterów książki. Poznajemy losy Benniego Salazara, wiemy jakim jest człowiekiem, bo spotykamy go, kiedy jest młodym chłopakiem i wiemy, jak ułożyło się jego życie. Poznajemy losy Sashy i Drewa, widzimy jakich wyborów dokonywali za młody i jak to wpłynęło na ich późniejsze losy.

Kto jednak spodziewa się po książce moralizatorstwa lub stwierdzenia: „to jest złe i nie należy tak postępować”, albo: „tak postępują porządni ludzie” zawiedzie się. Ksiązka opowiada losy ludzi, bez oceniania, czytelnicy sami podejmują decyzję, jakie wybory bohaterów książki potępiają, a kiedy postąpili by podobnie. Niekiedy, jak w przypadku Roba zastanawiamy się, czy i w naszym życiu jest taka osoba, do której wracamy myślami, bo wywarła na nasze życie duży wpływ, choć nie ma jej już z nami.

„Zanim dopadnie nas czas” jest pozycją godną uwagi, choć może niektórym zawarte w niej przesłanie wyda się zbyt oczywiste. To jednak uważam, że należy po nią sięgnąć, gdyż w codziennym życiu właśnie te najbardziej oczywiste rzeczy, najczęściej umykają naszej uwadze.

Opublikowano Recenzje książek | 1 komentarz

nowa wizja piekła [recenzja „Potępieni” Chuck Palahniuk”]

Moja ocena – 90%

Chyba jedno z buddyjskich mądrości mówi, że droga jest dla podróży, a nie dla celu. To właśnie podczas podróży odkrywamy siebie, dowiadujemy się kim jesteśmy i przechodzimy metamorfozę, aby dotrzeć do celu innymi, niż byliśmy w momencie wyruszenia w drogę. I właśnie o takiej zmieniającej nas podróży jest najnowsza książka Palahniuka „Potępieni”.

Ale nie tylko o podróży jest powieść, książka opowiada też o domu, który czasami udaje nam się odnaleźć w miejscu, po którym najmniej byśmy się tego spodziewali.

Książka zaczyna się w momencie, kiedy trzynastoletnia Madison trafia do piekła, które okazuje się więzienną celą, nie sprzątaną od stuleci, pełną kurzu i lepką od brudu. Cela mimo, że pojedyncza łączy się z innymi celami, w których przesiadują pozostali skazani. Madison poznaje czwórkę swoich najbliższych sąsiadów i w piątkę udają się na zwiedzanie piekła.

W trakcie powieści Madison robi dygresje do czasu, kiedy była jeszcze całkiem żywa. Dowiadujemy się kim byli jej rodzice, jak spędzała czas, w jaki sposób umarła i jak do tego doszło. Jedno z najtrafniejszych spostrzeżeń w książce była opowieść Madison o własnym pogrzebie i obłudzie ludzi, którzy na nim byli. Madison spostrzega, że większość ludzi, chciałaby być na swoim pogrzebie, aby zobaczyć, kto będzie po nich płakał, kto będzie ich żałował itd., jednak bolesna prawda jest taka, że pogrzeby są częścią naszego życia i jeżeli w relacjach z daną osobą jesteśmy zakłamani i fałszywi, pogrzeb niczego nie zmieni. Uwaga ta jest jedną z licznych spostrzeżeń małej Madison na temat współczesnego świata, z którego dane jej było odejść.

Co do samej wizji Piekła, no cóż, jest obrzydliwa, ale czego się można było spodziewać po Palahniuku? Mimo wszystko książkę czyta się przyjemnie, a jak sugeruje zakończenie możemy się spodziewać drugiej części. I dobrze, bo jestem bardzo ciekawa, czy Madison uda się pozostać w domu?

Opublikowano Recenzje książek | Dodaj komentarz

Hollywood odczarowany [recenzja „Powiedz wszystko” Chuck Palahniuk]

Moja ocena – 90%

„Powiedz wszystko” Chucka Palahniuka jest parodią na Hollywood, ale też na wielkie romanse gwiazd filmowych i życie w świetle jupiterów. Główną bohaterką powieści jest podstarzała gwiazda filmowa Katherine Kenton, która na jeden z gali poznaje swojego kolejnego amanta (a może i kolejnego męża) Webstera Carltona Westwarda III. Książka jest opowiedziana oczami gosposi Katherin panny Hazie Coogan.

Jednak jak to na ogół bywa u Palahniuka opowiadana historia jest tylko tłem dla nakreślenia stosunków międzyludzkich. W tym przypadku, jak łatwo się domyśleć jest pokazana. jak świat wykorzystuje sławne osoby i jak te osoby dają się wykorzystywać, ponieważ przyzwyczajone są do pochlebstw, uwielbienia i uwagi. Po przeczytaniu całej powieści przychodzi mi do głowy jeszcze jeden rodzaj relacji, a raczej obsesji na punkcie kreowania wizerunku z otaczającym nas światem i nie koniecznie mówię tutaj o Katherinie. Osobną kwestią są relacje Katherinie z Hazie mogłoby się wydawać, że relacja jest prosta pani – służąca, czy też pracodawca – pracownik, jednak tam gdzie mamy do czynienia z ludźmi, nic nie jest oczywiste. Otóż pracownik postrzega te relacje dosyć specyficznie. Z racji tego, że jest gosposią Katherin wie dużo o jej życiu prywatnym. Jednak czy fakt, że znamy z czyjegoś życia intymne szczegóły powoduje automatycznie, że stajemy się przyjacielem tej osoby?

Proza Palahniuka nie jest łatwa, choć z drugiej strony osoby, które na co dzień posługują się językiem ironiczno-cynicznym, powinny się czuć jak ryba w wodzie. Mimo wszystko uważam, że „Powiedz wszystko” zasługuje na uwagę przede wszystkim dlatego, że „odczarowuje” Hollywood z tymi ich wiecznie uśmiechniętymi, młodymi, chciałoby się powiedzieć idealnymi gwiazdami.

Na koniec, na zachętę trzy cytaty z książki:

 „Myślę, że to daje komfort psychiczny, wynikający być może z poczucia samokontroli, kiedy wyrządza się sobie samemu więcej szkody, niż świat kiedykolwiek odważył się wyrządzić nam.”

„Optymizm – mawia H.L.Mencken – to pierwszy wskaźnik tego, że dana choroba jest śmiertelna.”

Nie, żadne z nas nie wydaje się szczególnie  prawdziwe.                                                            Gramy tylko drugoplanowe role w życiu innych ludzi”

Opublikowano Recenzje książek | Dodaj komentarz

bo przyszłość budujemy na przeszłości

fotka znaleziona na blogu All flesh is grass, nie mogłam się oprzeć, aby jej tutaj nie wrzucić

Opublikowano Inne | Dodaj komentarz

stosik jesienny :)

Obiecałam sobie, że w tym roku więcej książek nie kupię, no może poza kolejnymi podręcznikami do Excela :), a ponieważ głęboko wierzę w dotrzymywanie obietnic, które składamy sobie sami prezentuję, mam nadzieję, ostatni stosik w tym roku 🙂

Lista książek:

  1. Zenon Komar „Sztuka spekulacji po latach” – recenzja pierwszej części książki tutaj
  2. Richard N. Bolles „Jakiego koloru jest twój spadochron?” – klasyka poradników dla osób szukających pracy, ja co prawda takową posiadam, ale może czas na zmiany 🙂
  3. Chuck Palahniuk „Powiedz wszystko”
  4. Chuck Palahniuk „Potępieni” – za każdym razem jak czytam Palahniuka przychodzi mi do głowy tylko jeden komentarz, że pisarz jest nawiedzony, jednak nie mogę się oprzeć, aby nie kupić jego kolejnych książek
  5. Erica Spindler „Opętanie”
  6. Lisa Gardner „Sąsiad”
  7. Haruki Murakami „1Q84” tom 3
  8. Peter James „Tropy umarłego”
  9. Marta Fihel, Dariusz Jemielniak „Przygody Sherlocka Holmesa z angielskim” – podręcznik do nauki angielskiego

W najbliższym czasie jednak nie spodziewajcie się żadnych recenzji w ostatnim czasie czas dzielę na pracę, naukę prawa podatkowego, a naukę Excela. I obawiam się, że do stycznia nie znajdę czasu na nic innego.

Opublikowano książkowe zakupy | Dodaj komentarz

recenzja Tim Powers „Na nieznanych wodach”

Moja ocena – 90%

Czasami mam ochotę przeczytać klasyczną powieść przygodową. O złych piratach, pięknych kobietach, szumie fal i ukrytym skarbie. I właśnie ta potrzeba spowodowała, że sięgnęłam po książkę Tima Powersa „Na nieznanych wodach”.

Akcja książki rozgrywa się w XVIII wieku na Karaibach. Główny bohater John Chandagnac płynie statkiem do Nowego Świata, aby w pewien sposób pomścić śmierć ojca i odzyskać rodzinną fortunę skradzioną przez nikczemnego wuja. Razem z nim na statku płynie ojciec Benjamin Hurwood z córką Beth oraz ich lekarz Leo. Niestety statek nigdy nie dociera do Nowego Świata zostaje zaatakowany przez piratów (jak się okazuje nie przypadkowo) i John musi stanąć przed wyborem, albo przyłączy się do piratów i zacznie żyć, jak jeden z nich, albo umrze. W ten sposób umiera John Chandagnac i rodzi się John Skandy, który zanim osiągnie cel swojej podróży przeżyje wiele niesamowitych przygód, a i sam cel podróży ulegnie zmianie.

Książka Tima Powersa oprócz tego, że jest typową książką przygodową opowiada też historię metamorfozy głównego bohatera, który odkrywa siebie, znajduje miłość oraz docenia uroki przyjaźni. I choć spotykałam się z opiniami, że główny bohatera ze swoim niezdecydowaniem potrafi wkurzać to jednak ta cecha dodaje mu autentyczności. Myślę, że istnieje niewiele osób, które z dnia na dzień potrafiłyby odrzucić wszystkie wartości, które wpajano im przez lata na rzecz przyjęcia „nowej skóry”, a co za tym idzie nowej moralności.

Książka Powersa jest reklamowana jako powieść, która zainspirowała twórców filmu „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach”, co prawda występuję tu Czarnobrody oraz poszukiwania źródła wiecznej młodości, ale na tym podobieństwa się kończą i całe szczęście.

Opublikowano Recenzje książek | 1 komentarz